Piszemy o wszystkim co nam się tak naprawdę nie podoba i z czego jesteśmy niezadowoleni

Tu można pisać o wszystkim co nam się nie podoba i co byśmy chcieli zmienić

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

Na Forum piszemy w miarę kulturalnie nie ubliżamy piszącym .Nie używamy wulgarnych słów .Nie wstawiamy Reklam .Możemy politykować i się sprzeczać wyrażać swoje opinie o innych .Jak będziesz miły i uprzejmy to przekonasz się że świat nie jest taki zły . Uśmiechnij Się Jutro Będzie Lepiej . Pajacyk, Wspieraj Dobro, Okruszek, Polskie Serce, Habitat, Pusta Miska, Wyklikaj Żywność - Kliknij i Pomóż

#1 2012-01-23 02:35:27

 Irena Anna C

Administrator

7029924
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2011-07-26
Posty: 71

Szokująca tajemnica "Wampira z Zagłębia"

Szokująca tajemnica "Wampira z Zagłębia"

Joanna Zajączkowska / Onet
http://m.onet.pl/_m/e2ed0a1ff1f409f85c841178091713d5,37,1.jpg
Zdzisław Marchwicki w sądzie
fot. policja.pl
Na Górnym Śląsku i Zagłębiu doszło do serii makabrycznych zabójstw kobiet. Po sześciu latach śledztwa ustalono sprawcę morderstw. Jego proces śledziła cała Polska. Teraz pojawia coraz więcej wątpliwości czy skazany za zbrodnie rzeczywiście był winny.

W historii powojennej Polski ta sprawa nie miała precedensu. W latach 60. ubiegłego wieku na terenie Górnego Śląska grasował seryjny zabójca kobiet. Ze względu na szeroki zasięg działania (590 km kwadratowych zamieszkanych przez 724 tys. ludzi) przez długi czas pozostawał nieuchwytny dla milicji. "Wampir z Zagłębia" (bo tak też był nazywany) nie miał określonego typu ofiary. Atakował przypadkowo napotkane kobiety bez względu na ich wiek czy wygląd zewnętrzny. Motyw zbrodni był zawsze ten sam: seksualny. Do napaści dochodziło na otwartym terenie. Sprawca najpierw śledził ofiarę, a potem atakował znienacka. Ogłuszał ciosami zadanymi tępym narzędziem w głowę, później odciągał w bardziej ustronne miejsca. Tam dokonywał na ofierze "manipulacji seksualnych o cechach perwersyjnych". Większość ofiar "wampira" znaleziono w pozycji z rozchylonymi udami, oprócz tego kobiety miały zdjętą lub rozciętą bieliznę oraz obnażone narządy płciowe. W pojedynczych przypadkach stwierdzono penetracje w okolicach narządów płciowych. Nigdy nie stwierdzono, aby "wampir" dokonał na ofierze gwałtu.

Do modus operandi sprawcy zaliczono też przeszukiwanie torebek kobiet, rozrzucanie jej zawartości, a także kradzież niektórych rzeczy. Po wszystkim morderca oddalał się z miejsca zbrodni nie pozostawiając po sobie żadnych, konkretnych śladów (oprócz jednego wyjątku!). Sprowadzone na miejsce zdarzenia milicyjne psy szybko gubiły ślad. Gęsta sieć komunikacyjna, niewątpliwie dobra znajomość terenu przez sprawcę (atakował m. in. w Będzinie, Katowicach, Czeladzi, Sosnowcu) spowodowało że mógł on działać przez długi czas bezkarnie, budząc ogromny niepokój oraz stając się postrachem mieszkańców Zagłębia i Górnego Śląska.

W ciągu pierwszych dwóch lat swojej aktywności "wampir z Zagłębia" dokonał aż 14 zbrodni: 9 morderstw i 5 ich usiłowań. Do jego schwytania utworzono specjalną grupą operacyjno-śledczą pod kryptonimem "Anna" - od imienia pierwszej ofiary – Anny Mycek. W sprawę zaangażowano najlepszych milicjantów ze służb operacyjnych i śledczych z województwa katowickiego, a także zasięgano opinii u najwybitniejszych naukowców- specjalistów z dziedziny kryminologii, psychiatrów, psychologów, seksuologów. Milicja wykorzystywała najnowszy sprzęt w celu wykrycia sprawcy. Mimo tych wszystkich działań, w śledztwie wciąż nie było przełomu. Po ujawnieniu 15-tej ofiary "wampira", znalezienie mordercy stało się sprawą najwyższej wagi w województwie. Postawiono w stan pogotowia SB.

Psychoza strachu na Śląsku

11 października 1966 r. z Przemszy wydobyto zwłoki 18-letniej Jolanty Gierek -córki przyrodniej brata Edwarda Gierka, który był wówczas I sekretarzem KW PZPR w Katowicach. Jak wykazały to oględziny, na ciele denatki wykryto charakterystyczne dla "wampira" ślady zbrodni. Od tego momentu milicja podjęła intensywne działania aby dopaść seryjnego mordercę. O grasującym "wampirze" powiadomiono oficjalnie społeczeństwo.

Organizowano wystawy szkoleniowe w miastach Zagłębia celem zapoznania ludności z modus operandi sprawcy. Ponadto uruchomiono specjalny telefon "wampirowski" do zgłaszania wszystkich podejrzanych zachowań. Na komendy napływały tysiące listów. Każdą informacje telefoniczną czy listowną skrupulatnie badano.

Milicja przestrzegała kobiety przed samotnym spacerowaniem po ustronnych miejscach. Mężowie odprowadzali żony do pracy i przyprowadzali z niej, rodzice przestali wypuszczać wieczorami z domu dorosłe córki.

Psychoza strachu na Śląsku narastała wraz z każdym kolejnym doniesieniem o zabójstwie. Bo "wampir" atakował nadal. Stąd na Śląsk i Zagłębie skierowano wzmocnione siły milicyjne z innych województw. Patrole milicyjne sprawdzały okolice. Sprowadzono 100 milicjantek z różnych jednostek MO, przeszkolonych w judo, które wieczorami pojawiały się w ustronnych miejscach "na wabia". Pomimo tych wszystkich działań "wampir" pozostawał nieuchwytny. Do 1970 r. zabił kolejne cztery kobiety. Do ostatniego morderstwa doszło 4 marca 1970 roku w Siemianowicach. Tydzień później wampir wysłał do milicji list, w którym informował, że morderstwo, które popełnił niedawno, było jego ostatnią zbrodnią. Autor listu sugerował ponadto, że jest chory psychicznie i przewiduje swoją śmierć zanim dojdzie do schwytania go przez milicję.

Na początku Marchwicki wszystkiemu zaprzeczał

Zatrzymanie "wampira" i jego rodziny

W czerwcu 1970 r. funkcjonariusze pracujący nad sprawą "Anna" na podstawie analizy całokształtu materiału zgromadzonego w śledztwie ustalili 483 cechy fizyczne i psychiczne, które powinien posiadać poszukiwany seryjny zabójca. Wyłoniono grupę ponad 267 podejrzanych. Wśród nich był Zdzisław Marchwicki.

Dwa lata później, 6 stycznia 1972 w Dąbrowie Górniczej, Marchwicki został aresztowany po tym jak jego żona-Maria złożyła zawiadomienie o znęcaniu się nad nią i dziećmi. W momencie zatrzymania Marchwicki miał 45 lat; wcześniej był karany za znieważenie milicjantów. W opinii, którą wydała komenda miejska MO w Czeladzi stwierdzono, że w miejscu zamieszkania był znany jako alkoholik, pieniacz, niejednokrotnie zatrzymywany i karany przez sąd.

Ustalono, że Zdzisław Marchiwicki do tej pory pracował jako konwojent w kopalni Siemianowice i cieszył się tam dobrą opinią. Trzy dni po jego aresztowaniu, 9 stycznia 1972 r. we wszystkich gazetach w Zagłębiu i na Śląsku pojawiło się ogromne zdjęcie Marchiwckiego z informacją, że "ujęto osobnika podejrzanego o dokonanie serii potwornych zbrodni".

W trakcie pierwszych przesłuchań Marchwicki stanowczo zaprzeczał, że ma związek ze zbrodniami "wampira". W kolejnych miesiącach aresztowano pozostałych członków jego rodziny- braci Henryka i Jana, siostrę Halinę Flak oraz jej syna Zdzisława. Po dwóch latach śledztwa, 18 września 1974 roku rozpoczął się proces "wampira z Zagłębia". Ze względu na wielkie zainteresowanie sprawą, zdecydowano, że rozprawy będą odbywać się w Klubie Fabrycznym Zakładów Cynkowych "Silesia" w Katowicach. Wejście na salę, która mogła pomieścić aż 800 osób było biletowane.

Zdzisława Marchwickiego oskarżono o 23 przestępstwa: 14 zabójstw i sześć usiłowań, a także znęcanie się nad rodziną, znieważenie milicjanta na służbie oraz zabór mienia społecznego. Na ławie oskarżonych zasiedli również jego bracia- Henryk i Jan. Według aktu oskarżenia mieli oni m. in. współuczestniczyć w zamordowaniu Jadwigi K- ostatniej zbrodni przypisanej "wampirowi". W charakterze oskarżonych brali udział w sprawie także Halina Flak, jej syn oraz przyjaciel Jana - Józef Klimczak. Halina Flak była oskarżona o przyjmowanie rzeczy osobistych ofiar "wampira", wiedząc, że pochodzą one z przestępstwa. Jej synowi Zdzisławowi Flakowi prokurator zarzucił, że mając wiarygodną wiadomość o dokonaniu zabójstwa nie zawiadomił o tym organów ścigania.

Najwyższe kary w poszlakowym procesie

Proces "wampira z Zagłębia" od początku do końca był poszlakowy. Brakowało w nim mocnych dowodów świadczących o winie Marchwickiego. Na początku rozprawy oskarżony odwołał swoje wcześniejsze przyznanie się do zbrodni. Podczas procesu wyszło na jaw, że nie tylko Zdzisław Marchwicki przyznał się podczas śledztwa do zamordowania kobiet. Przyznali się też inni. M. in. Piotr O. zatrzymany pod zarzutem zabójstwa jednej z ofiar "wampira z Zagłębia", z braku dowodów wypuszczony z aresztu. W 1970 r. zabił żonę, dzieci i teściową, na koniec sam się podpalił.

W procesie "wampira z Zagłębia" nie przedstawiono bezpośrednich dowodów winy głównego oskarżonego. Sąd opierał się m. in. na zeznaniach niedoszłych ofiar "wampira", które wskazały Marchwickiego jako napastnika. Oprócz tego Zdzisława obciążyły zeznania żony, które przedstawiały go jako sadystę znęcającego się nad nią i dziećmi, a oprócz tego awanturnika (później Maria stwierdziła, że to ona wszczynała kłótnie i biła męża).

Pod koniec procesu Marchwicki sprawiał wrażenie zrezygnowanego. W ostatnim słowie oskarżonego pytany o co prosi sąd odpowiedział "Chciałbym już iść, tam gdzie trzeba".


28 lipca 1975 roku Sąd Wojewódzki w Katowicach uznał Zdzisława Marchwickiego winnego zarzucanych mu czynów i skazał go na karę śmierci. Jego brat Jan dostał taką samą karę za nakłanianie do zabójstwa Jadwigi K. Henryk Marchwicki za pomoc w zabójstwie został skazany na 25 lat pozbawienia wolności. Pozostali oskarżeni dostali od czterech do pięciu lat więzienia. 26 kwietnia 1977 r. Zdzisław Marchwicki i jego brat zostali straceni w garażu policyjnym w Katowicach. Przed śmiercią Zdzisław krzyczał, że jest niewinny.

Walka o dobre imię

Po odbyciu zasądzonej kary więzienia, Henryk Marchwicki rozpoczął starania o wniesienie kasacji od wyroku wydanego w 1975 roku. Poza tym próbował medialnie nagłośnić sprawę. Twierdził, że Zdzisław był kozłem ofiarnym. Niedługo potem Henryk Marchwicki umarł w - jak wielu twierdzi - w niewyjaśnionych okolicznościach. Oficjalną przyczynę jego śmierci podaje się upadek ze schodów. W marcu 2002 r.  biuro Rzecznika Praw Obywatelskich wydało oświadczenie, w którym stwierdzono, że nie zachodzą przesłanki do wniesienia kasacji w sprawie Marchwickich. Z naszych ustaleń wynika, że ostatni żyjący oskarżony w tamtym procesie, Zdzisław Flak nie wyklucza, że będzie się domagał nadal kasacji wyroku.

Być może Marchwicki był niewinny
Coraz więcej pytań


Sprawa Zdzisława Marchwickiego, uznanego za najgroźniejszego seryjnego zabójcę działającego w Polsce, weszła na trwałe do historii światowej kryminalistyki. "Wampir z Zagłębia" wymieniany jest w zagranicznych opracowaniach naukowych dot. największych seryjnych morderców. Jego przypadek m. in. został opisany przez prof. Elliotta Leytona w książce "Hunting Humans" obok takich słynnych seryjnych zabójców jak Ted Bundy czy Albert DeSalvo. W 1998 r. Maciej Pieprzyca w filmie dokumentalnym na temat Zdzisława Marchwickiego "Jestem mordercą" postawił hipotezę o jego niewinności.

Sprawa "Wampira z Zagłębia" ze względu na kontrowersje, jakie wciąż wzbudza, stała się również przedmiotem kilku śledztw dziennikarskich. W latach 90. XX w. krakowska dziennikarka Grażyna Starzak,  postanowiła skontaktować się z osobami niegdyś zaangażowanymi w sprawę braci Marchwickich – milicjantami, prokuratorami, sędziami, a także z adwokatami i resztą rodziny skazanych. Relacje tych osób rzuciły nowe światło na śledztwo i  proces w sprawie "mordercy stulecia".

Szokujące kulisy śledztwa

Po zatrzymaniu Marchwickiego część funkcjonariuszy związanych ze sprawą "Anna" miało wątpliwości czy podejrzany rzeczywiście dopuścił się zbrodni przypisanych "Wampirowi". W miarę trwania śledztwa powiększał się krąg osób wątpiących w winę Marchwickiego. Z czasem nazwano ich "kaliszanami" - od nazwiska współkierującego sprawą pułkownika Kalisza, który nie był przekonany o winie "Wampira". Wśród "kaliszan" byli doświadczeni oficerowie śledczy, zajmujący się od lat wykrywaniem sprawców zabójstw.

Przez pięć miesięcy aresztu Marchwicki nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Jak wynika z ustaleń Grażyny Starzak do przesłuchań "wampira" zaangażowano sztab najlepszych w Polsce oficerów śledczych. Do cel w aresztach sadzano razem z nim milicjantów, którzy mieli za zadanie wyciągnąć od niego obciążające zeznania. W końcu Marchwicki przyznał się do zbrodni, jednak nie potrafił ani podać dokładnej liczby ofiar, ani opisać szczegółów kolejnych morderstw.

W trakcie dziennikarskiego śledztwa Grażyna Starzak dotarła do protokołu przesłuchania Marchwickiego z dnia 10 maja 1972 r., który stanowi pierwszy zapis przyznania się Wampira. W nim znajdują się m. in. takie zdania wypowiedziane przez Marchwickiego: "panie poruczniku pomóżcie mi co ja mam mówić", "no to ile ja tych zabójstw mam właściwie".

Poza przyznaniem się Marchwickiego, w sprawie nie było mocnych dowodów świadczących o jego winie. Badania specjalistyczne, którym został poddany dały wynik negatywny. Tak było w przypadku porównania pisma podejrzanego z listami wysyłanymi przez "wampira" do milicji, a także ekspertyzą daktyloskopijną śladu pozostawionego przez "wampira" na rowerze jednej z ofiar.

Jednak jak potwierdzały to niektóre osoby niegdyś blisko związane ze sprawą "ANNA" w rozmowach z Grażyną Starzak, funkcjonariuszom kierującym śledztwem  zależało na jak najszybszym  zakończeniu dochodzenia. Milicji potrzebny był sukces. Mówiono, że na przyspieszenie śledztwa wpływ miała ówczesna katowicka władza. "Gdy złapano Marchwickiego już nie było mowy o tym, żeby szukać kogoś innego"- twierdził prokurator, który przez pięć lat zaangażowany był w śledztwo, a później dobrowolnie zrezygnował z udziału w sprawie. Po 20 latach od procesu powiedział, że stracenie Marchwickiego było "mordem w majestacie prawa".

Żadnych wątpliwości co do tego czy Marchwicki był winny przypisywanym mu zbrodniom nie mieli sędziowie wydający wyrok w sprawie "Wampira z Zagłębia" oraz główny oskarżyciel. Sędzia Władysław Ochman powiedział m. in. "... że sprawa "wampira" wystąpiła w zderzeniu z opinią publiczną - gdybyśmy wydali inny wyrok, ludzie na sali by nas roznieśli".

Nieznane fakty z życia Marchwickiego

Sprawa braci Marchwickich do dnia dzisiejszego wywołuje nadal wiele pytań.


Ujawnianie kolejnych dokumentów dot. śledztwa, które przeszło do historii polskiej kryminalistyki, rzuca nowe światło na wydarzenia sprzed 40 lat. Ostatnio nieznane dotąd fakty na temat sprawy "wampira z Zagłębia" zaprezentował dziennikarz śledczy Tomasz Szymborski w publikacji "Tajemnice Marchwickiego".

W archiwum katowickiego IPN Szymborski natrafił na dokumenty SB dot. Jana Marchwickiego, brata Zdzisława,  skazanego na karę śmierci za współsprawstwo w ostatnim zabójstwie "wampira" dokonanym na Jadwidze K. "Z dokumentów, do których dotarłem w w archiwum IPN w Katowicach wynika, że od 1962 roku Jan Marchwicki był agentem SB ps. "Janusz" - stwierdza Tomasz Szymborski w rozmowie z Onet.pl - W Sosnowcu Marchwicki donosił przez kilka lat na księży. Potem dzięki kontaktom z bezpieką, dostał pracę kierownika sekretariatu na wydziale prawa. SB chciało zapewne tam mieć swego zaufanego człowieka

Jan Marchwicki intelektualnie znacznie różnił się od reszty rodzeństwa, którzy mieli wykształcenie podstawowe. Zanim rozpoczął współpracę z SB, przez kilka lat uczęszczał do  seminarium duchownego. Później został z niego wyrzucony ze względu na przejawianie skłonności homoseksualnych. "W trakcie procesu Jan wielokrotnie obrażał i znieważał sąd, prokuratorów, obrońców publiczność. Jego zachowanie diametralnie się zmieniło kiedy usłyszał wyrok śmierci. Jak napisał Jerzy Gruba- naczelnik grupy "Anna" : "Znikły pycha, tupet i bezczelność. Opuszczał salę rozpraw wyjątkowo spokojnie ze spuszczoną głową".

Jak SB szukało "wampira"

W swojej ostatniej publikacji dot. sprawy Marchwickich Tomasz Szymborski ujawnił również nieznane dotąd kulisy śledztwa jakie prowadziło SB ws. Wampira z Zagłębia.  Równolegle do milicyjnej grupy śledczej "Anna" działała grupa "SB- Anna".

"Jak wynika z przeprowadzonych przeze mnie rozmów z milicjantami zaangażowanymi w sprawę "Anna"  SB wielokrotnie wykorzystywało informacje, które pochodziły od społeczeństwa ws. wampira do własnych celów niekoniecznie związanych z wykryciem seryjnego zabójcy" - mówi Tomasz Szymborski. - SB zainteresowane było zbieraniem kompromitujących informacji, które napływały w formie donosów od społeczeństwa. Poszukiwania wielokrotnego zabójcy stało się dla SB niepowtarzalną okazja do zbierania obyczajowych haków, które później wykorzystywano do werbowania donosicieli - stwierdza dziennikarz śledczy.

Źródła: Grażyna Starzak - "Marchwicki – morderca czy ofiara? Powrót wampira" Wydawca Venus Kraków 1993, Tomasz Szymborski - "Tajemnice Marchwickiego"- Focus Śledczy z dn. 7 kwietnia 2011 r.

Autor: Joanna Zajączkowska
Źródło: Onet


irenaanna /Pszczoła/
http://www.11street.pl/vardata/gify/smerfy/smerfy002.gif

Offline

Świat jest taki wspaniały a ludzie tego nie doceniają. Pamiętaj co masz zrobić jutro zrób dziś . Pajacyk, Wspieraj Dobro, Okruszek, Polskie Serce, Habitat, Pusta Miska, Wyklikaj Żywność - Kliknij i Pomóż

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.agroekonomia.pun.pl pokemon fire red usuwanie Moja dziewczyna kocha amfetaminę www.wolf-destiny.pun.pl zakon za kratami